Romanse mężczyzny w średnim wieku

Kategoria: Rozwój osobowy Opublikowano: poniedziałek, 22 kwiecień 2013 Renata Kuroczycka

Anegdotycznie można powiedzieć, że kobiety przeżywają kryzys wieku średniego pomiędzy 30-tką a 50-tką, mężczyźni zaś zaczynają przechodzić swój kryzys około 40-tki i trwa on do końca ich życia.

 

W okolicach 40-tych urodzin panowie bardzo często odkrywają, że życie, które prowadzą stało się zbyt nudne i zwyczajne. Mieszkanie czy dom już mają, sytuacja rodzinna oraz zawodowa jest ustabilizowana – słowem: upływające dni nie przynoszą im nic nowego, skazując na codzienną szarzyznę, podczas gdy oni tęskną za emocjami i przygodą.

 

Po co mężczyźnie młoda kochanka?
       Jeśli mężczyzna jest dojrzały psychicznie, odpowiedzialny oraz „życiowo mądry", a także pozostaje zżyty ze swoją rodziną, po osiągnięciu wieku średniego zaczyna poszukiwać dla siebie jakiegoś hobby lub zajęcia, w którym mógłby się nadal realizować (sport, wędkarstwo, kolekcjonerstwo, nauka języka itp.). Rozumie, że upływ lat jest naturalną koleją rzeczy i potrafi się z tym faktem pogodzić. Często odnajduje sens w samodoskonaleniu, odkrywa również nowe możliwości, jakie daje ustabilizowane życie oraz w miarę odchowane dzieci. Może wówczas poświęcić więcej czasu na realizację dawnych marzeń, podróże, wyjścia do kina, lekturę itd.
    Jeżeli zaś mężczyzna pozostaje na etapie „wiecznego chłopca", który uporczywie trzyma się młodości i odsuwa od siebie myśl o upływających latach, wtedy z reguły szuka czegoś, co będzie miało świadczyć, że wciąż jest "pełen wigoru", czyli zaczyna imprezować albo wdaje się w romans. Jest to najbardziej prymitywny sposób radzenia sobie z poczuciem nadchodzącej starości, lecz niestety dość powszechny. Występuje w każdym środowisku, niezależnie od wykształcenia. Dla nadambitnego mężczyzny, wkładającego cały swój potencjał w karierę, młoda kochanka dodatkowo pełni rolę zdobyczy, mającej podkreślić jego dominację nad innymi samcami. To jednak ten sam rodzaj naiwnej „ucieczki w młodość", co w przypadku pozostałych panów.
     Nowa partnerka najczęściej bywa bardzo młodziutka: liczy od lat nastu po dwadzieścia parę. Starsza nie wchodzi w rachubę, bo nie dałaby oczekiwanego efektu „odmłodzenia". Musi być duża różnica wieku, aby mężczyzna sam poczuł się młodo i atrakcyjnie. Ignoruje przy tym fakt, że pomimo takiego romansu, w dowodzie lat mu wcale nie ubyło. Tej bolesnej prawdy stara się nie zauważać. Cieszy się, że w jego zwyczajnym życiu wreszcie COŚ się dzieje, pojawiły się jakieś emocje, a poczucie znudzenia na pewien czas znikło. Młoda dziewczyna staje się dla mężczyzny odskocznią od codziennej rutyny. Spotkania z nią są jak słoneczne wakacje. Nie jest obciążona żadnymi skojarzeniami z jałowymi obowiązkami domowymi ani szarą codziennością, wnosi ze sobą powiew świeżości i wolności. Daje iluzję odmłodzenia.

 

Dlaczego młodziutkie dziewczyny wybierają mężczyzn, którzy mogliby być ich ojcami?
     W prawidłowym rozwoju dziewczyny zawsze występuje etap fascynacji starszymi mężczyznami. Ma to miejsce zwykle między 13 a 18 rokiem życia. W tym okresie dziewczęta bardzo szybko dojrzewają psychicznie i emocjonalnie, zostawiając swoich rówieśników pod tym względem daleko w tyle. Chłopcy w ich wieku wydają się dorastającym pannom bardzo dziecinni, niedojrzali i nieodpowiedzialni. Tacy smarkacze już na starcie przegrywają z zadbanym mężczyzną w kwiecie lat. W 99% ta fascynacja pozostaje tylko platoniczna, gdyż młodziutkie dziewczyny instynktownie czują niewłaściwość obcowania z mężczyzną w wieku ich ojca. Podświadomie wiedzą, że nie jest to naturalne. Z reguły lekceważący stosunek do rówieśniczych chłopców szybko mija i wszystko wraca do normy. Czasami jednak oczarowanie starszym partnerem rozwija się w uczucie. Wyróznia się trzy najczęstsze przyczyny tego procesu:
1. Związek z dojrzałym mężczyzną rekompensuje młodej dziewczynie brak uczuć ze strony ojca. Ten przypadek jest częsty w rodzinach, gdzie zapracowany ojciec nie ma czasu na problemy swoich dzieci lub wolałby mieć syna zamiast córki i nie potrafi się z nią porozumieć. Relacja ta ma w sobie wiele z emocjonalnego uzależnienia. Dziewczyna potrafi tak bardzo podporządkować się pseudoojcu, że zatraca zdolność samodzielnego osądu sytuacji i ze wszystkim zdaje się na partnera. Robi to, co on jej każe.
2. Dziewczynie imponuje bogactwo oraz luksus, więc liczy na pieniądze i prezenty, jakie może otrzymać od dobrze sytuowanego starszego mężczyzny. Możliwe, iż planuje także karierę w oparciu o jego pomoc (jako modelka, aktorka itp.). Ten wariant wybierają zwykle panny, które mogą się pochwalić wyjątkową urodą – stanowi ona dobry element przetargowy.
3. Dziewczyna „uwiesza się" dorosłego mężczyzny, aby leczyć swoje kompleksy. Jeśli sama jest przeciętnej urody i ma koleżanki o wiele atrakcyjniejsze od siebie, wtedy nie cieszy się powodzeniem u rówieśników. Podświadomie zwraca się więc w stronę dojrzałego partnera, któremu wystarcza sam urok jej młodości. Dziewczynie bardzo imponuje fakt, że dorosły ustatkowany mężczyzna DLA NIEJ wyrzeka się swojej żony i dzieci, a czasem nawet pracy. Jej samoocena mocno się poprawia i nie czuje się już gorsza od ładniejszych koleżanek. Dodatkowym atutem bywa tutaj również fakt, że „ma swoją tajemnicę", a młode panienki uwielbiają mieć romantyczne tajemnice.

 

Jak to się kończy?
   Młodziutkie dziewczyny zakochują się i odkochują. Przeciętna długość takiego uczucia to kilka miesięcy, a z reguły nie przekracza ono trzech lat (zwłaszcza w przedziale wieku 15-19 lat). Wchodzą tu w grę aspekty psychiczno-biologiczne. Przywiązanie do starszego partnera istnieje u dziewczyny naprawdę, jednak nie rodzi się ono naturalnie i spontanicznie. U jego podstaw leży bowiem pewna nieprawidłowość, odchylenie od normalnego porządku rzeczy. To uczucie powstaje w zamian ZA COŚ: jako zastępstwo za ojca, jako wdzięczność za opiekę finansową, jako rekompensata za uleczenie kompleksu niższości itd. Właśnie dlatego, że tego typu związki oparte są na nie do końca szczerej postawie, trwają one krótko i zwykle kończą się ochłodzeniem ze strony dziewczyny. W którymś momencie młoda partnerka staje się pewna swojej władzy nad mężczyzną. Jej uczucie osiąga wtedy punkt kulminacyjny, dalej już się nie rozwinie. Od tego czasu intensywność emocji będzie malała. Pierwsze symptomy przesytu są dość wyraźne i dają się łatwo zauważyć. Dziewczyna wprawdzie nadal deklaruje swoje uczucie, ale jednocześnie zaczyna „tresować" partnera, testując zakres swojej władzy: wymaga stałego kontaktu ze sobą (pisanie listów, wysyłanie maili, sms-ów, wiadomości na GG itp.), żąda dowodów że jest dla mężczyzny najważniejsza, w sposób stanowczy odciąga go od rodziny, stara się sprawić aby poświęcał jej jak najwięcej czasu, nawet jeśli wymaga to od niego zmiany planu całego dnia. Swoją osobą absorbuje go zarówno w czasie pracy, jak i w domu. Partner powinien być niemal na każde jej skinięcie.
     W tym czasie zakochany mężczyzna nawet nie zdaje sobie sprawy, że jest tak „tresowany". Chętnie podporządkowuje się wymaganiom dziewczyny, mylnie odbierając je jako siłę jej uczucia. Nie zdaje sobie sprawy, że poprzez swoją wiernopoddańczość w gruncie rzeczy powoli traci jej szacunek. Całkowicie zdobyty partner przestaje imponować młodej dziewczynie. Nie ma ona na tyle doświadczenia ani życiowej mądrości, żeby umieć docenić jego oddanie.
    Tymczasem w domu mężczyzny dzieje się coraz gorzej. Żona doskonale wie, co się wydarzyło i zaczyna zgłaszać pretensje. Aby usprawiedliwić przed sobą własne zachowanie, mąż prezentuje cały wachlarz żalów: żona go nie rozumie, jest zbyt gadatliwa, ciągle się czepia, źle zajmuje się dziećmi, nie umie gotować itp. W ten sposób wynajduje sobie powody, dla których dalej musi ciągnąć romans, z którego sam nie potrafi już zrezygnować. Uczy się kłamać i oszukiwać, wypierając się swojej winy. Ponieważ mężczyzna często stawia wszystko na jedną kartę – zrywa z rodziną i znajomymi, czasem nawet zmienia pracę – młoda dziewczyna staje się w końcu jego jedynym punktem odniesienia. Nie ma nic poza nią. Dla niej jednak już zaczął się proces oddalania.
       Ostateczny koniec takiego związku niemal zawsze pogrąża mężczyznę. Młodziutka partnerka zwykle odchodzi, on zaś pozostaje z pustymi rękami: bez żony (z którą albo jest już po rozwodzie, albo która po prostu nie chce go znać), bez dzieci (które całkowicie zaniedbał skupiony na romansie), bez bliskich (którzy zwykle stają po stronie zdradzonej żony), za to ze wstydem i poczuciem oszukania. W ten sposób romans czy flirt, mający wzbogacić życie mężczyzny i stać się jego odtrutką na nudę codzienności, staje się przyczyną całkowitego zburzenia wszystkiego, co dotychczas osiągnął. Dopiero wtedy zaczyna doceniać swoją utraconą rodzinę i poprzedni poukładany tryb życia. Jeśli nawet żona z dziećmi zgodzą się dać mu drugą szansę, mężczyzna zajmie już w tym związku zupełnie inną, znacznie mniej uprzywilejowaną pozycję. Na zawsze pozostanie tym, który zawiódł zaufanie najbliższych. To, co zrobił, będzie tkwiło w pamięci jego bliskich jak drzazga.
      Dla dziewczyny romans ze starszym partnerem jest dużo bezpieczniejszy. Nie niszczy jej związku z mężem (bo jest niezamężna), nie odbija się też na pracy (bo zwykle nie pracuje). Jeśli jeszcze się uczy, mogą natomiast pogorszyć się jej wyniki w szkole czy na studiach, gdyż zaprzątnięta romansem, opuszcza się w nauce. Jeżeli uniknie niechcianej ciąży, wówczas jedyny poważniejszy ślad powstanie w mentalności dziewczyny. Zostanie ona w pewien sposób „zaprogramowana". Skoro raz bez zbytnich skrupułów rozbiła jakieś małżeństwo, może to zrobić ponownie. Dla niej więzy małżeńskie i czyjaś rodzina nie będą już żadną przeszkodą. Istnieje także spore prawdopodobieństwo, że w przyszłości sama będzie miewać romanse na boku, ponieważ takie zachowanie uznaje dla siebie za dopuszczalne.

 

A jeśli jednak dojdzie do ślubu z młodą wybranką? Statystyki są tutaj nieubłagane: zdecydowana większość takich związków się rozpada. Po prostu różnica wieku jest tak duża, że małżonkowie nie potrafią znaleźć wspólnego zrozumienia. Mają zupełnie inne spojrzenie na świat, inne doświadczenie życiowe, inne priorytety, inne poglądy. Kiedy wygaśnie pierwsze zauroczenie i przeminie faza zakochania, na scenę wkracza proza codzienności. Dużo młodsza żona chce "użyć życia", bawić się, chodzić na imprezy, do kawiarni, kina i na zakupy w galeriach. Czyli żyć tak, jak żyją jej rówieśnicy. Niestety, jej grono znajomych to dla dojrzałego mężczyzny zwykła "dzieciarnia", z którą nie potrafi nawiązać kontaktu, zaś dla niej jego znajomi (jeżeli się od niego nie odwrócili) to smętne "dinozaury" bez polotu i fantazji. Co więcej, dziewczyna zaczyna dostrzegać, że jej wybranek sam też jest takim "dinozaurem"! Przedtem widywała go tylko okazjonalnie, na pełnych emocji spotkaniach. Teraz ma go na stałe w domu. I okazuje się, że zamiast dotychczasowego elegenckiego, energicznego, pachnącego wodą kolońską wymarzonego "rycerza", ma koło siebie "tatusia" z bolącym kręgosłupem i dolegliwościami gastrycznymi. Wkrótce przeskok pokoleniowy robi swoje - wzajemne oczekiwania małżonków zupełnie się rozmijają. Miało być ekscytująco i romantycznie, a zaczyna być nerwowo. Pojawiają się spory i kłótnie, najpierw o drobiazgi, później o coraz poważniejsze kwestie. Po pewnym czasie rozczarowanie obojga partnerów staje się tak duże, że rozmowy zamieniają się w szereg wzajemnych pretensji. To zwykle początek końca.