UFO czy raczej SFO?

Kategoria: Tajemnice świata Opublikowano: piątek, 06 wrzesień 2013 Mikołaj Kuroczycki

Zjawiska UFO (lub po polsku: NOL, Niezidentyfikowane Obiekty Latające) od dawna elektryzują ludzi. Dają nam poczucie obcowania z niezwykłą tajemnicą i nadzieję, że nie jesteśmy sami w kosmosie. Ale czy naprawdę to, co uważamy za wytwór obcej cywilizacji przybyło z przestrzeni kosmicznej? Niekoniecznie...

 

Wiele obserwacji obiektów latających pozostaje niewyjaśnionymi, to fakt. Jednakże spora część zjawisk UFO ma jak najbardziej ziemskie pochodzenie, choć i ono owiane jest pewną tajemnicą. Tak się składa, że zwykle wojskową. Próby tłumaczenia przez naukowców oraz raporty agencji rządowych są najczęściej bardzo enigmatyczne i zamiast wyjaśniać, jedynie podsycają wszelkiego rodzaju „teorie spiskowe”. Władze uparcie marginalizują problem, co przynosi wręcz odwrotny skutek: część społeczeństwa utwierdza się w przekonaniu o wizycie obcych. Tymczasem rządy państw, zwłaszcza tych wysoko rozwiniętych technologicznie, faktycznie mają co ukrywać przed obywatelami. Nie mogą przecież przyznać, że spora część UFO to po prostu głęboko utajnione eksperymenty wojskowe. Zanim nowoczesne śmigłowce bojowe wejdą jawnie do użytku armii, muszą najpierw przejść fazę prób i lotów eksperymentalnych. Dopracowywanie konstrukcji może trwać latami, więc lotów próbnych potrzeba dość dużo. Czyli ktoś w końcu MUSI zauważyć te maszyny na niebie. Przy tym im bardziej nowoczesny prototyp, tym dziwniejszy bywa jego kształt. Może on też ulegać zmianom, wraz z kolejnymi poprawkami konstrukcyjnymi. Widząc taki obiekt nad drzewami, mamy zatem pełne prawo myśleć, że to UFO. Nie warto wtedy oczekiwać wyjaśnień od rządu. Lepiej winą za dane zjawisko obarczyć np. pogodę niż przyznać się do tworzenia i testowania nowego szpiegowskiego drona, który potrafi startować spod wody i błyskawicznie wzbić się w powietrze...

Biorąc pod uwagę ludzką skłonność tropienia wszędzie tajemnic, z całą pewnością wiele wojskowych wynalazków wzięto za UFO. Trzeba jednak przyznać, że wyjątkowo często właśnie potrzeby armii są największym motorem napędowym niezwykłych technologicznych odkryć.

 

Bezzałogowe statki latające w układzie typu "latające skrzydło"

Konstrukcje te, potocznie nazywane dronami, są używane bądź rozwijane przez większość wiodących armii świata. Ich główne cechy to nietypowa „spłaszczona” budowa, brak miejsca dla pilota, bardzo duży zasięg lotu oraz utrudniona wykrywalność przez radary. Ten rodzaj samolotów obecnie używany jest głównie do celów zwiadowczych, ale nadaje się także do ataku. Drony, z racji swych możliwości, często wykorzystywane są do utajnionych misji, np. skrytej obserwacji baz wojskowych innych państw.

ufo-sfo-1-150

 

Northrop Grumman X-47B.

Prototypowa maszyna stworzona na potrzeby armii USA jako przyszłościowe uzbrojenie marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych.

Samolot zaprojektowany z myślą zarówno o misjach zwiadowczych, jak i uderzeniowych.

 

 

Jak widać na powyższym zdjęciu dron tylko w niewielkim stopniu przypomina konwencjonalny samolot. Niedoświadczonemu obserwatorowi łatwo wziąć tę maszynę za wytwór obcej inteligencji. Zwłaszcza, gdy widzi ją na niebie zaledwie przez parę sekund. Warto dodać, że konstrukcje tego typu mogą mieć specjalnie zaprojektowane silniki i wydechy, zmniejszające ich emisję cieplną (dzięki temu potrafią oszukać reagujące na ciepło systemy wykrywające i celownicze wroga). Struga kondensacyjna w tych samolotach jest więc prawie niewidoczna (nie ma „smugi na niebie”). Przypadkowemu świadkowi lotu może zatem wydawać się, że maszyna porusza się bez wyraźnego źródła napędu, co jest jedną z cech charakterystycznych dla UFO. Inna „cecha wspólna” UFO oraz najnowszej generacji dronów zwiadowczych to ich niewykrywalność przez radary. Ludzie widzą nietypowy obiekt na niebie, ale kontrola naziemna nie jest w stanie potwierdzić tej obserwacji za pomocą radaru.

 

ufo-sfo-2-150

Ujęcie X-47B z boku.

Zdjęcie doskonale ilustruje podobieństwo drona do najpopularniejszej wizji UFO, czyli "latającego spodka".

 

 

Większość armii bardzo niechętnie przyznaje się do posiadania takich maszyn, gdyż cechują się one najbardziej zaawansowaną technologią oraz wykonują misje o znaczeniu strategicznym dla swoich państw. Dlatego też o wiele łatwiej poszczególnym agencjom zrzucić winę na anomalie pogodowe czy odblask od samolotu rejsowego niż przyznać się, że ktoś przypadkowo sfotografował supertajny samolot podczas misji, szczególnie jeśli ta miała miejsce na terenie obcego państwa! A do takiej właśnie sytuacji doszło w 2007 roku, kiedy cywilny reporter dostrzegł dziwny obiekt na lotnisku w Kandaharze i zrobił mu zdjęcie. Dopiero dwa lata później armia USA przyznała, że tajemnicza maszyna jest własnością Stanów Zjednoczonych, nie ujawniono jednak rodzaju konstrukcji. Media natychmiast podchwyciły temat i ochrzciły obiekt mianem "Bestii z Kandaharu"

 

ufo-sfo-3-150

Bestia z Kandaharu. 

Tajemniczy dron sfotografowany w 2007 roku na lotnisku w Kandaharze.

 

Cała sprawa zapewne po jakimś czasie by ucichła, gdyby nie komunikat wojsk irańskich o zestrzeleniu Bestii nad swoim terytorium. Amerykańskie wojsko oczywiście od razu zaprzeczyło, że stracili jakikolwiek samolot nad Iranem. Przyznało się jedynie do „utraty kontroli nad maszyną wykonującą misję zwiadowczą nad zachodnim Afganistanem”. Anonimowi informatorzy CNN potwierdzili jednak, iż faktycznie była to Bestia, czyli jeszcze nie ujawniony opinii publicznej prawdopodobnie najnowocześniejszy amerykański dron zwiadowczy. Dzięki zdjęciu z Kandaharu oraz irańskim przeciwlotnikom udało się poznać parę szczegółów na temat tej tajemniczej konstrukcji. Prawdziwa nazwa samolotu brzmi RQ-170 Sentinel. Jest to bezpilotowa maszyna zwiadowcza, charakteryzująca się niskim stopniem wykrywalności przez radary. Dron został zbudowany na zlecenie armii USA. Dokładne charakterystyki oraz okres jego działalności nie są znane, ale za pewnik można przyjąć, że służył armii już w 2007 roku, kiedy go sfotografowano. Nie ma też najmniejszych wątpliwości, że tego typu niejawne konstrukcje wielokrotnie były błędnie brane za UFO.

 

ufo-sfo-4-150

Przechwycony przez Irańczyków RQ-170 Sentinel pokazany na wystawie zorganizowanej przez Irańskich Strażników Rewolucji.

Zdjęcie dobrze obrazuje duże rozmiary i nietypowy kształt maszyny, która w określonych warunkach pogodowych (np. o zmroku) dla postronnego obserwatora może być postrzegana jako trójkątne UFO.

 

Samoloty hipersoniczne

Jednymi z najważniejszych parametrów technicznych samolotów bojowych jest wysokość oraz prędkość ich lotu. Obecnie, gdy większość armii na świecie posiada już samoloty zdolne osiągnąć prędkość naddźwiękową, współczesne mocarstwa skupiły się na technologiach eksperymentalnych. Zaczęto opracowywać tzw. hiperdźwiękowe środki latające. Są to samoloty i rakiety zdolne osiągnąć przynajmniej pięciokrotną prędkość dźwięku (ok. 6150 km/h), a nawet znacznie więcej. Ceną za takie możliwości jest specyficzny, bardzo opływowy kształt maszyn oraz konieczności budowania ich z nietypowych materiałów, które wytrzymają ogromne przeciążenia. Wszelkie dane konstrukcyjne są oczywiście objęte klauzulą najwyższej tajności.

 

ufo-sfo-5-150

Animacja komputerowa hiperdźwiękowego aparatu latającego HTV-2 Falcon, opracowywanego i testowanego w USA. Maszyna docelowo ma osiągać prędkość rzędu 20 tys. km/h (!!!). Będzie zdolna dolecieć w ciągu godziny do dowolnego miejsca na ziemi. Loty próbne tego aparatu, poruszającego się cicho i z zawrotną szybkością, na pewno wielu świadków weźmie za UFO.

 

Wiadomo, że podobne eksperymenty przeprowadzają wszystkie zaawansowane technologicznie państwa na świecie. Na niebie stale pojawiają się prototypy nowych maszyn. Część z nich ulega awariom, wybuchają w powietrzu lub rozbijają się na pustkowiach. W takiej sytuacji agencjom rządowym wygodniej jest zaakceptować krążenie kolejnych opowieści teorii o odwiedzinach obcej cywilizacji, niż przyznać się do porażki tajnej misji i straty sprzętu kosztującego wiele milionów dolarów. Każdy rząd zdaje sobie sprawę, że podatnicy nie byliby zadowoleni z takiego marnotrawstwa pieniędzy, zwłaszcza przy stale niedoinwestowanej opiece zdrowotnej czy oświacie.

Biorąc pod uwagę ilość pomyłek obserwacyjnych, może byłoby lepiej, gdybyśmy zmienili angielski skrót UFO (Unidentified Flying Object, tj. Niezidentyfikowany Obiekt Latający) na SFO (Secret Flying Object, tj. Tajny Obiekt Latający). Byłby zdecydowanie bardziej adekwatny do obserwowanych zjawisk.

 

Autor: Mikołaj Kuroczycki