Twierdze XXI wieku

Kategoria: Militaria – co warto wiedzieć Opublikowano: wtorek, 08 grudzień 2015 Mikołaj Kuroczycki

Stare zamki i twierdze to szczególne obiekty. Ceglano-betonowe relikty z dawnych czasów budzą podziw i respekt. Wyglądają jak przyczajone w terenie wielkie, pradawne bestie. Zupełnie nie pasują do współczesnych zabudowań... Czy takie masywne, obronne budowle odeszły już całkowicie w zapomnienie? A może po prostu "wyewoluowały", dostosowując się do wymogów współczesnego świata?

 

Dawniej zamki, twierdze czy forty budowano w celach obronnych i ochronnych - broniły ludzi, chroniły zgromadzony majątek. Pomimo upływu wieków pod tym względem w zasadzie niewiele się zmieniło. Ludzie nadal gromadzą dobra, które chcą chronić przed innymi, a rządy państw w dalszym ciągu dysponują skarbcami, choćby na strategiczne rezerwy złota.

W epoce Państwa Rzymskiego, aby utrzymać podbite ziemie, Imperium budowało na kolonizowanych terenach forty, w których lokowało swoje wojsko. Podobnie postępowano w Ameryce, umieszczając w nowo budowanych fortach znaczne siły zbrojne, które podczas rewolucji amerykańskiej i wojny secesyjnej zmieniły się w strategiczne ośrodki dowodzenia.

Ideę fortów ponownie wskrzesili Amerykanie po interwencji w Iraku i Afganistanie. Ich obozy wojskowe musiały zostać zbudowane tak, aby mogły znieść ostrzał z broni, jaką dysponowali napastnicy. Miały zapewnić żołnierzom ochronę m.in. przed atakiem granatnikami przeciwpancernymi, moździerzami, improwizowanymi ładunkami wybuchowymi, ostrzałem z wielkokalibrowych karabinów maszynowych oraz różnego rodzaju karabinków i pistoletów. W celu sprostania temu zadaniu bazy wojskowe zyskały więc nową, nietypową konstrukcję, będącą czymś na kształt hybrydy XIX-wiecznych twierdz i lekkich obozów, znanych ze wszystkich konfliktów wojennych XX wieku. 

     Specyfika konstrukcji takich obiektów jest stale udoskonalana. Obecnie polega przede wszystkim na względnej łatwości ich budowy oraz relatywnie wysokim poziomie dawanej przez nie ochrony. Aby uzyskać te cechy, zaczęto stosować zupełnie nowe rozwiązania konstrukcyjne, jak również odpowiednio adaptować stare.

 

Zestawy fortyfikacyjne Hesco Bastion

Wykorzystywane od czasów wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku specjalne kosze (gabiony[1]), składające się z wielokomorowych systemów, wykonanych z galwanizowanej stalowej siatki Weldmesh, okrytej  propylenową geowłókniną. Konstrukcje te są bardzo wytrzymałe i mogą chronić np. przed granatnikami przeciwpancernymi.

Kosze Hesco pozwalają na zbudowanie dowolnego umocnienia, zaczynając od ścian, poprzez punkty kontrolne, na schronach przeciwodłamkowych kończąc. Zupełnie jak w klockach Lego, używając paru podstawowych typów koszy można stworzyć nawet bardzo rozbudowane konstrukcje, dla których jedynym ograniczeniem pozostaje wyobraźnia inżyniera.

Cechą nie do przecenienia jest także oszczędność czasu i środków potrzebnych na budowę fortyfikacji z systemów Hesco. Zgodnie z danymi producenta, budowa ściany opartej na elementach MIL 1 (podstawowy typ kosza) zajmuje dwójce ludzi i koparce około 20 minut, podczas gdy wykonanie analogicznego umocnienia metodami tradycyjnymi (worki z piaskiem) może zająć dziesięciu osobom nawet do 7 godzin. Nic więc dziwnego, że system spotyka się z bardzo przychylnym opiniami wojsk saperskich i jest używany przez wiele armii oraz organizacji na całym świecie.

 

Mur T-wall

Rodzaj modułowego muru tworzonego z prefabrykowanych żelbetowych elementów. Nazwa pochodzi od wyglądu - mur jest szeroki u podstawy i wąski na szczycie, przez co jego przekrój przypomina odwróconą literę "T". Stąd właśnie T-wall, czyli w wolnym tłumaczeniu "T-ściana".

W żargonie wojskowym armii USA można się także spotkać z nazwami Bremer Wall, Texas Barrier oraz Alaska Barrier. Część źródeł podaje, że wielość nazw dla tego umocnienia jest spowodowana przypisaniem konkretnej nazwy do wysokości muru. I tak na przykład mur Texas Barrier jest niższy niż Alaska Barrier.

Modułowy mur T-wall został pierwotnie zaprojektowany przez Izraelczyków jako umocnienie ochronne Zachodniego Brzegu, gdzie stworzono za jego pomocą całą linię obwarowań. Obecnie T-wall posiada wiele zastosowań, zarówno wojskowych, jak i cywilnych. Buduje się z niego nie tylko umocnienia obozów wojskowych, ale i betonowe bariery pomiędzy pasami autostrady.

Główne zalety muru T-wall to łatwość budowy oraz przenoszenia. Właściwie wcale nie trzeba go budować, a jedynie postawić. Dzięki prefabrykowanym elementom T-wall nie wymaga ani wylewania fundamentu, ani murowania jego elementów. Aby stworzyć mur tego typu wystarczy po prostu, niczym w klockach Lego, postawić koło siebie jego elementy.

 

Zasieki

W każdym okresie historii można znaleźć wiele przykładów stałych elementów fortyfikacji, od najprostszych odmian w postaci zaostrzonych pali po najlepiej wszystkim znany drut kolczasty.

Najnowszym rodzajem, a zarazem alternatywą dla drutu kolczastego jest koncentrina, czyli drut ostrzowy. Wykonane z niego zasieki tworzą linię ostrych jak żyletka blaszek, przytwierdzonych do głównego drutu. W porównaniu z drutem kolczastym, koncentrina jest zaporą znacznie cięższą do sforsowania. Dzięki wielu łączeniom staje się przestrzenną i sprężystą barierą. Przecięcie w jednym miejscu zapory z tego materiału nie uszkadza całego zasieku. Dopiero przecięcie kilku miejsc narusza ogrodzenie, jednak i to nie gwarantuje intruzowi bezpiecznego przejścia bariery. Duża sprężystość koncentriny może bowiem spowodować, że cięty drut splącze się ze sobą, ponownie tworząc zaporę albo - co gorsza - oplecie ciało człowieka.

Choć zasieki koncentriny to konstrukcja o wojskowym rodowodzie, coraz częściej jest używana także do ochrony magazynów, placów przemysłowych itp. Czasami drutu ostrzowego używa się również w rolnictwie dla ochrony pastwisk szczególnie narażonych na ataki drapieżników.

 

Ruchome zapory drogowe

W dawnych czasach jednym z największych zagrożeń dla zamków i fortów było sforsowanie przez przeciwnika bram wjazdowych. Dlatego w zamkach tworzono potężne wrota, budowano mosty zwodzone, czy mocowano dodatkowe zapory przy wejściach. W dzisiejszych czasach  miejsca wjazdów do obozu wojskowego nadal są punktami newralgicznymi. Wystarczy sobie tylko wyobrazić, co by się stało w obozie po wjeździe ciężarówki-pułapki... Właśnie z powodu takich zagrożeń wymyślono ruchome zapory drogowe.

Pomimo swej nazwy konstrukcje te nie należą do specjalnie "ruchomych". Przeważnie są to masywne struktury o wadze co najmniej kilkuset kilogramów, potrafiące zatrzymać w miejscu nawet rozpędzonego TIRa! Na ogół taka zapora składa się z potężnego, betonowego fundamenu, w którym osadzona jest blokada drogowa oraz mechanizm jej podnoszenia (stąd w nazwie "ruchome" zapory).

Blokadę mogą stanowić stalowe słupy lub ściany o kształcie wycinka walca. Obydwa rozwiązania działają w podobny sposób, tzn. gdy dostęp do drogi ma być zamknięty, blokada podnoszona jest do góry na wysokość uniemożliwiającą jej bezkolizyjne przejechanie.

Za bezpośredniego przodka tego typu zapór można uznać tzw. "szlaban forteczny", czyli niemiecką zaporę przeciwpancerną, budowaną w okresie międzywojennym m.in. przy mostach i ważniejszych obiektach strategicznych. Jej głównym zadaniem było utrudnienie i opóźnienie przemarszu kolumny wojskowej przeciwnika.

    Poza zaporami ruchomymi, blokującymi tylko przejazd na drodze, istnieją także blokady, pozwalające hamować ruchy wroga na dużych obszarach, np.:

- Zęby Smoka - zapora przeciwczołgowa stosowana głównie podczas drugiej wojny światowej, składająca się z żelbetowych brył o kształcie ściętych ostrosłupów i wysokości ok. 90–120 cm. „Zęby" ustawiano w paru rzędach na wspólnym fundamencie. Budowle te miały za zadanie spowolnić jednostki pancerne wroga na tyle, aby stały się one dość łatwym celem dla oddziałów przeciwpancernych.

- Jeż - żelbetowa lub stalowa zapora, tworząca długie linie umocnień. Najprostsza forma "jeża" to belki stalowe zespawane ze sobą  w konstrukcję przypominającą literę "X".

 

Aktywne systemy obrony

Współczesna technika odcisnęła duże piętno na obecnych fortyfikacjach. W dawnych latach załoga zamku/twierdzy na pocisk wystrzelony przez przeciwnika nie mogła już nic poradzić i w zasadzie pozostawało jej tylko mieć nadzieję, że mury ich schronienia wytrzymają nadchodzące uderzenie.

Na dzsiejszym polu walki sytuacja jest inna. W fortach wojskowych coraz częściej stosuje się systemy obrony, pozwalające automatyczne zestrzelić wrogi pocisk czy rakietę. System taki składa się przeważnie z kilku układów namierzania nadlatujących obiektów. Może to być radar i/lub głowica optoelektroniczna, komputer zawiadujący systemem oraz jego efektor, czyli szybkostrzelne działko albo wyrzutnia rakiet przechwytujących. W przyszłości miejsce tych urządzeń ma szansę zająć "działo" laserowe, które jest już testowane m.in. w USA, Niemczech i Chinach.

 

"Twierdze cywilne"

Budowle tworzone na rzecz wojska to nie jedyny przejaw przystosowania się sztuki fortecznej do współczesnych wymagań. Obecnie spora część ufortyfikowanych budowli posiada genezę "cywilną" i jest całkiem możliwe, że takie obiekty istnieją w każdym dużym mieście, tylko po prostu nie rzucają się w oczy. Są to zwykle budynki państwowe "szczególnego przeznaczenia", które swą "twierdzową" konstrukcję mogą mieć ukrytą głęboko w ziemi.

Niewielu "zwykłych" obywateli zdaje sobie sprawę, iż większość willi zamieszkiwanych przez bogatych przedsiębiorców czy gwiazdy estrady to także istne fortece. Pod ozdobnymi fasadami kryją się tam prawdziwe wojskowe technologie. Takie domy-twierdze bywają wyposażone m.in. w kuloodporne szyby, ściany zdolne znieść ostrzał z broni palnej, zaawansowane systemy monitoringu, a nawet posiadają własne grupy ochroniarzy, którzy niczym dawna załoga zamków stoją na straży właściciela obiektu, chroniąc jego bezpieczeństwo i majątek.

     Ciekawą cechą "twierdz cywilnych" są specjalne pomieszczenia tzw. " panic room", pełniące rolę dawnego stołpu w zamku, tj. stanowią ostatnią linię obrony twierdzy przed agresorami. Pomieszczenia te mają konstrukcję podobną do skarbca w banku. Posiadają grube, żelbetowe ściany, pancerne drzwi, ale także niezależne od reszty domu systemy łączności, przez które można wezwać pomoc, oddzielną organizację wentylacji i klimatyzacji, zapas leków i żywności, a czasem nawet broń. "Panic room" może być wykorzystywany również podczas klęsk żywiołowych, np. tornad czy huraganów.

     Istnieje jeszcze jedna grupa osób, która posiada ufortyfikowane prywatne domostwa. Są to tzw. prepersi, czyli osoby przygotowujące się do światowej apokalipsy (od angielskiego prepare- "przygotowywać"). Ludzie ci uważają, że świat prędzej czy później (ale na pewno jeszcze za ich życia) czeka straszny koniec, w związku z czym muszą się odpowiednio przygotować, aby przetrwać ten czas zagłady. Prepersi chcą być absolutnie samowystarczalni. Przemieniają swe domy w fortece: wzmacniają mury, wprawiają kuloodporne szyby, gromadzą zapasy żywności i broni, zakładają własne studnie, montują minielektrownie, a nawet budują podziemne ciągi bunkrów oraz tuneli. Wszystko po to, żeby w chwili Armagedonu odeprzeć atak zdziczałej ludności, zwierząt, zombie albo kosmitów. Cała ta infrastruktura spełnia tę samą rolę, co w dawnych warowaniach: ma umożliwić mieszkańcom przetrwanie tygodni lub miesięcy w sytuacji zupełnego odcięcia od świata. 

 

Przykładów fortyfikacji we współczesnym świecie jest znacznie więcej, np. podziemne metro, bardzo często projektowane tak, aby w jego tunelach mogli schronić się cywile podczas niektórych klęsk żywiołowych czy ewentualnego ataku wroga. A z mniejszych, codziennych przykładów - wystarczy wymnienić okienne rolety antywłamaniowe albo specjalnie wzmocnione drzwi do mieszkania :-).

 

Autor: Mikołaj Kuroczycki



[1]Gabion (wł. gabbione – duża klatka, inaczej "kosz szańcowy". Ma formę prostopadłościennego kosza wykonanego z prętów i siatki stalowej (dawniej okrągłego, z wikliny), wypełnionego kamieniami, ziemią, piaskiem bądź żwirem.